Biegłam w stronę stawu , tam gdzie pierwszy raz spotkałam Horan'a. Z nowy usiadł am się na tej samej ławce i tak samo jak w tedy patrzyłam się na tafle wody. Widziałam jak angielskie dzieciaki jeżdżą na deskorolce i grają w piłkę. Przypomniałam sobie swoje dzieciństwo jak to ja wielka niezdara mojego osiedla spędzałam czas z przyjaciół mi. Ile razy wracałam ze zdartymi kolanami i łokciami . Zawsze się tłumaczył am, ze to przez przypadek przy bieganiu się przewracałam. Ale to nie była prawda. Mieliśmy miejsce , o którym istnieniu wiedziała nasza 6. Był to wielki dąb na którym mieliśmy kryjówkę. Ja , Natalia, Patrycja , Mikołaj, Zuzia i Nikodem. Co dziennie tam potrafiliśmy prze siedzieć po kilka godzin. Jednak co dobre szybko się kończy... Nikodem wyjechał do Kanady. Obiecaliśmy sobie , że nie zerwiemy naszych kontaktów , ale po roku czasu nie pisał ani nie odpowiadał na telefony, SMS , listy... I tak zostaliśmy w 5. To nie było to samo , ale to się dało znieść... Pewnego dnia Mikołaj... Mikołaj stracił życie a Zu .....
(retrospekcja)
Była 20:00. Wracaliśmy właśnie z naszego tajnego miejsca. Szliśmy ulicą. Była to mało ruchliwa droga. Rzadko się zdarzało , żeby jakiś samochód tędy przejeżdżał... Każdy się śmiał z innych i samego siebie, aż do czasu , kiedy z nienormalną prędkościom zbliżał się samochód. Było to czarne beemwu. Rocznik chyba 2007... Mikołaj szedł najbliżej środka jezdni. Kazaliśmy mus się odsunąć , żeby w niego nie wjechał... Jednak za późno. Zanim się obejrzeliśmy nasz kolega leżał 10 m od nas. Było pełno krwi a Mikołaj się nie ruszał. Beemwu się zaczynało. Mężczyzna kierujący zabójczym autem wyszedł z auta i zaczął uciekać. Razem z Patrycją i Zuzą ruszyłyśmy za uciekinierem. Natalia podbiegła do rannego chłopaka i zadzwoniła na 112. Nie udało nam się dogonić zabójcy , ale za to zdarłam jego bluzę a w niej co ? Dowód osobisty przestępcy. Nie sprawdzając niczego pobiegłyśmy do miejsca zbrodni. Po chwili przyjechała karetka i policja. Zabrali Mikołaja do karetki. Niestety , ale po chwili przyszedł... przyszedł ze straszną wiadomością. " Niestety , ale ranny nie żyje. Miał złamany kręgosłup. Więcej mogę stwierdzić po sekcji zwłok". Zuza się załamała. Podbiegła do policjanta od tyłu i wycjągneła pistolet. Nie zdarzyłam jej powstrzymać i... strzeliła sobie w głowę. Mój świat przestał istnieć. Wciągu chwili straciłam dwie najważniejsze osoby w moim życiu. Podbiegłam do martwej Zuzi i padłam na kolana z krzykiem i łzami. Czemu to zrobiła? Przyciesz mogłyśmy dać rade? Miałam w tedy tyle pytań.
złość;
gniew;
strach;
pustka;
samotność;
nienawiść? Do kogo ? Do siebie samej? ;
Najchętniej zrobiła bym to samo co Zu. A czemu nie? Co mnie trzymało na tym żałosnym świecie? Sama nie umiem opowiedzieć sobie na te durne dwa pytania. Może dla tego , że byłam słaba. Tylko oni dawali mi siłę. Jednak połowy z nich zabrakło. Jeden stracił życie, druga je sobie odebrała, a trzeci? Trzeci nas zostawił.
Na ich pogrzebie byli wszyscy , rodzina i znajomi. Nikodem też się zjawił. Obwiniał się za to co się stało. Mówił , że gdyby nie wyjechał do tego by nie doszło. Tylko skąd ma taką pewność ? Przyjaciele zostali razem pochowani. Obiecaliśmy sobie , że będziemy przy sobie do śmierci. I zostaną ze sobą do końca istnienia Świata." Kiedy ja umrę też będę tam pochowana. To będzie nasz wspólny grób. Wspólny grób naszej szóstki , która zawsze będzie razem." Mówiłam do Patrycji , a ona tylko przytakiwałam. Nie wiadomo skąd dostałam depresji. Miałam plany samobójcze. Raz zabrałam tabletki na senne i alkohol. Z tym wszystkim poszłam na grób przyjaciół. Zjadłam całe pudełko tabletek. " Za was ! Nie długo do was dołączę tam do góry" Po tych słowach wzięłam jeden długi łyk i pustą butelka zapadła z hukiem, rozbijając się na drobne kawałki z mojej ręki... Bladej ręki. Zakręciło mi się w głowie , a nogi były jak z waty. Upadłam na grób z uśmiechem na twarzy zamknęłam oczy i już nie słyszałam ani nie widziałam niczego. Nic już nie istniało. Kiedy otwarłam oczy szybko je przymrużyłam. Jasna biel mnie oślepiła. Czyżby już jestem w niebie? Nie to byłą sala szpitalna. Wokół mnie stało pełno lekarzy i pielęgniarek.
(koniec retrospekcji)
Do moich oczu zaczeły napływać łzy. Czułam jak jedna po drugiej spływają po moim policzku. Nie chcąc wrzucić na siebie uwagi szybko je wytarłam. Chwile jeszcze posiedziałam i stwierdziłam , że już pójdę. Na pewno wszyscy się o mnie martwią. Nie było mnie dobre 4 godziny. wstałam z ławki i włożyłam słuchawki do uszu. Przechodziłam obok domu chłopaków. Nagle zobaczyłam kontem oka ,że ktoś mnie wołam. Był to Harry. Nie miałam ochoty teraz z nim gadać. Nie bacząc na krzyki zielonookiego loczka przy śpieszyłam. Ale nie Styles jest uparty i zawsze dostaje tego czego chce. Podbieg i mnie zatrzymał. Nie chętnie wyjęłam słuchawki.
Harry: Gdzie ci tak śpieszno? Nie przywitasz się ??
Marysia: Gdzie mi tak śpieszno? No nie wiem? Do domu ?! Nie mam ochoty na gadanie więc żegnam.- powiedziałam chłopakowi i niezdarnie odwróciłam się na pięcie. I znowu ruszyłam. Harry tak jeszcze stał osłupiały. No co ? Karz dy ma złe dni. W domu byłam po dłuższej chwili. Mama szykowała objad bo oczywiście byłą niedziela. Tata ten dzień nazywał " dniem dla rodziny ". Niedziela jak każdy inny dzień. Tata z Rebi siedzieli w salonie i oglądali TV. Poszłam do pokoju. Przebrałam się i podeszłam do biórka. Był tam laptop. Kiedy go otworzyłam na monitorze wyświetlił mi się ogromny napis
" Jutro rocznica śmierci Zuzi S. i Mikołaja P."
O Boże. Jak mogłam zapomnieć? Może przez te wszystkie ostatnie dni? Nie mam pojęcia. Szybko pobiegłam do przyjaciółek. Na szczęście były dwie u Natalii. Kiedy im o tym powiedziałam zerwały się z miejsca. Widocznie nie tylko ja zapomniałam. Może powiem coś więcej. To była 4 rocznica. Jutro przeminie równe 4 lata od tego zgubnego dnia, który wywrócił moje życie do góry nogami , który pozostanie w mojej pamięci na wieki. Szybko zeszłam na dół. Po informowałam mamę i tatę , ze jeszcze dziś wszystkie 3 jedziemy do Polski. Jak szybko wyszłam tak samo szybko wróciłam do swojego pokoju. Z pod łóżka wyjęłam walizkę i poszłam do garderoby. Spakowałam tylko potrzebne rzeczy. Razem z dziewczynami sprawdziłyśmy samoloty. Ostatni samolot do Polski leciał o 20:05. Była 18:00 wiec za rezerwowałyśmy miejsca i jakieś pokoje w hotelu. Rodzice nie mieli jak nas zawieść na lotnisko , więc została jedna jedyna opcja... Chłopacy. Zadzwoniłam do Niall'a. Spytałam się czy by mógł nas zawieść. Nie miał nic przeciwko. Po 30 minutach zjawił się przed moim domem.Po godzinie byliśmy na miejscu. Pożegnałyśmy się z Horan'em i weszłyśmy do samolotu o 1:30 wylabowaliśmy we Warszawie. O 2:17 zameldowałyśmy się w HOTELU. Od razu poszłyśmy spać. O 6:00 do naszego pokoju ktoś zapukał. " Ciekawe kogo tu przywiało?" Mówiła Patrycja. Podeszłam do drzwi i je otworzyłam. Zatkało mnie.
Marysia: Czy , czy to naprawdę ty .....
______________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________
Hej! ;D
No to mamy za sobą 5 rozdział.
Piszcie jak się podobało i czy w ogóle wam się podobało.
Pozdrawiam :*
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
CZYTASZ=KOMENTUJESZ